SUKCES i MOTYWACJA ROZWÓJ FINANSE

Ach, te cele...

W obszarze rozwoju osobistego, przyjęła się w świecie informacja, że tylko 5%, w innej wersji 3%, ludzi osiąga swoje cele. To stwierdzenie zostało oparte na pewnych badaniach psychologicznych, które przeprowadzono, a jakże, w USA :) bo to tam są pieniądze na tego typu badania.

W wielkim skrócie: na pewnej uczelni zapytano studentów o ich cele dotyczące pieniędzy i sukcesu oraz zapytano o to, w jaki sposób mają te cele zakodowane. Niektórzy z tych studentów posiadali swoje cele tylko w głowie, inni posiadali swoje cele spisane na kartkach, a jeszcze inni nie posiadali jeszcze żadnych celów. Okazało się, że po bodajże piętnastu latach, tylko Ci z tych ówczesnych studentów odnieśli sukces finansowy, którzy swoje cele zapisali na kartce, reszta z nich nie odniosła sukcesu.

O tych badaniach często wspominają trenerzy rozwoju osobistego. Szukałem intensywnie jakichś szerszych informacji na temat tych badań, ale nie znalazłem, więc trudno mi przyjąć je za pewnik.

Wiadomo mi jednak, że metodologia badań to nie taka łatwa sprawa, ponieważ na wynik ma wpływ masa różnych zmiennych i najczęściej są to zmienne zakłócające. W przypadku tych badań, dotyczących celów finansowych, takimi zmiennymi zakłócającymi mogło być na przykład to, że na życie każdego z tych 3% czy też 5% ludzi miał wpływ jakiś zewnętrzny czynnik wspomagający, którego nie uwzględniono, np. ktoś objął stanowisko w firmie rodzinnej, które było mu niejako przypisane już podczas narodzin albo ktoś ożenił się bogato i mnożył majątek żony. I tu znów nie mam danych dotyczących rzetelności tych badań, więc nie mogę nic konkretniejszego stwierdzić, żeby jednoznacznie ustalić, że to tylko i wyłącznie cel zapisany na kartce był czynnikiem odpowiedzialnym za sukces finansowy badanej osoby.

Ośmielam się polemizować, ponieważ znam ludzi, którzy odnieśli wielki sukces finansowy nie mając spisanych, a nawet sprecyzowanych celów, jedynie ogólny zamysł. Po prostu był pomysł, który okazał się nośny finansowo i zrealizowanie tego pomysłu przyniosło im majątek.

Cele są fajne, ale nie można dać się zwariować. Niech przykładem będzie branża MLM, czyli marketing sieciowy. W tej branży każdy ma cel, często nawet zapisany na kartce formatu A4 i przyklejony do sufitu nad łóżkiem i nad lustrem w łazience, aby zawsze mieć swój cel na widoku, jednak jakoś nie każdy go realizuje.

Czyżby zabrakło ludziom wiary w sukces (sic!), a może pobłądzili na drodze do tego celu i stracili azymut?

Nie. Po prostu to jest biznes, a biznes lubi być kapryśny. W biznesie, jakimkolwiek, zarabiają ludzie, którzy mają jeszcze inne cechy, predyspozycje i umiejętności niż tylko i jedynie cel spisany na kartce.

Dowód – jest tylko nieliczna grupa liderów, którzy odnoszą sukcesy w MLM mimo tego, że prawdopodobnie wszyscy wizualizują swój sukces, wierzą w produkt i w firmę, każdy ma cel, często właśnie spisany i każdy ma motywację, ale to nie wystarcza. W tej branży musisz jeszcze umieć dobrze grać aktorsko i umiejętnie rozpoznawać czego boi się i czego pożąda przyszły prosument. Musisz umiejętnie rozpalać jego emocje i potrzeby, aby zechciał z ochotą i entuzjazmem wejść w ten interes.

Oczywiście nie mam nic do branży MLM. Ta gałąź biznesu posłużyła mi tylko za przykład. Osobiście uważam, że marketing sieciowy jest bardzo dobrym sposobem na zarabianie, pod warunkiem, że jest realizowany ze świadomością i rozumem, a nie na emocjach. Przede wszystkim niezbędne jest posiadanie bardzo dobrego i potrzebnego produktu, zrozumienie tej branży i wyzbycie się negatywnych oraz błędnych przekonań. Dopiero wtedy jest to dobry fundament do osiągnięcia sukcesu w marketingu sieciowym.

Cel jest ważny i trzeba sobie go wyznaczyć, a potem konsekwentnie do niego dążyć, jednak moim zdaniem, czy będzie on zapisany na kartce, czy też nie, to już jest drugorzędna sprawa. Ważne jest to, aby mieć ten cel ciągle w umyśle, bo tak naprawdę o to chodzi.

Często się zdarza, że cel jest „rozmieniony na drobne” i samo wyznaczanie tego celu, podcelów i podpodcelów staje się pracochłonne, absorbujące i w konsekwencji zniechęcające do działań, tym bardziej gdy okaże się, że zaplanowane działanie przybliżające do celu z jakichś powodów nie doszło do skutku. Rodzą się potem frustracje, obniża się motywacja i wtedy jest już po sprawie.

Cel musisz, jak to się kolokwialnie mówi: „wbić sobie do głowy” i co najważniejsze – nigdy, przenigdy się nie poddawać.

-------------------
Jarosław Janduda
źródło: artelis.pl

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Łączna liczba wyświetleń