SUKCES i MOTYWACJA ROZWÓJ FINANSE

Nie szukaj problemów tam, gdzie ich nie ma


Złota Myśl, o której większość ludzi prawdopodobnie wolałaby powiedzieć: łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Na czym polega nieszukanie problemów? Jak do tego podejść? Na te, inne pytania odpowiedź znajdziesz w dalszej części tego wpisu…

Wyobraź sobie taką sytuację: wracasz zmęczony do domu, a w kuchni straszliwy bajzel. Trudno się ruszyć, nie ma żadnych czystych naczyń ani sztućców, podłoga się klei, wszędzie są albo śmieci, albo okruchy i resztki jedzenia. Okazało się, że Twój współlokator miał wczoraj małe spotkanie ze znajomymi, i tak jedna rzecz poprowadziła do następnej, impreza przeciągnęła się do godziny 5 rano, i facet jeszcze tak naprawdę śpi.

Czy to irytująca sytuacja? Według wszelkich przychodzących mi do głowy norm społecznych w tej sytuacji nikt by Ci nie miał za złe, gdybyś wpadł w złość, obudził swojego współlokatora i wyładował na nim całe napięcie, jakie w Tobie się zebrało przez cały dzień.

Dokąd Cię to jednak zaprowadzi? Zwróć uwagę, że Twój współlokator nie zrobił bałaganu specjalnie Tobie na złość, tylko tak się złożyło, że jeszcze nie posprzątał, zanim wróciłeś.

Inny przykład: wyobraź sobie, że poprosiłeś swojego współpracownika o pilne przygotowanie ważnego raportu, dokumentu czy innego materiału, które są Ci potrzebne do pracy. Byliście umówieni na spotkanie na pół godziny przed momentem, kiedy te rzeczy będą Ci potrzebne do rozmowy z klientem. Twój współpracownik jednak się nie pojawia, i w dodatku ma wyłączony telefon. Siłą rzeczy Twoja rozmowa z klientem nie wygląda tak, jak tego oczekiwałeś, jesteś zmuszony zaadaptować się do zmienionej rzeczywistości i umówić na kolejne spotkanie - i zająć klientowi jeszcze trochę z jego cennego czasu. Oczywiście, nie jesteś zadowolony, i gdybyś mógł, to byś wygarnął współpracownikowi wszystko co o nim myślisz, albo zwolniłbyś go (jeżeli tylko masz taką możliwość).

Tylko dokąd by Cię to zaprowadziło?

Tak samo w życiu prywatnym: jasne, każdy potrafi się wkurzać na swoich rodziców, rodzeństwo, dzieci, małżonków i życiowych partnerów, przyjaciół, kolegów, znajomych, a nawet zupełnie obcych ludzi. Tylko, że takie postępowanie:

* Powoduje Twój stres. Ciśnienie Ci rośnie, adrenalina się wydziela, to wszystko razem wyzwala mechanizm Fight or Flight - Walcz albo Uciekaj. Ze zdenerwowania albo zaczynasz zwalczać wszystko i wszystkich dookoła, albo wręcz przeciwnie - zamykasz się sam ze swoimi problemami, jak masz wielkiego pecha to próbujesz ukoić swoje nerwy za pomocą używek (Zdenerwowany? Może papieroska? A może pójdziemy na jednego, na uspokojenie?)

* Z drugiej strony takie zachowanie powoduje, że ludzie zaczynają Cię odbierać jako nerwusa. Zwróć uwagę, jak Ty byś się zachował, gdybyś znał kogoś, kto się często irytuje i denerwuje? Prawdopodobnie (o ile nie jesteś sadystą, i nie denerwujesz tej osoby dla zabawy ;) ) starasz się przekazywać tej osobie jak najmniej negatywnych wiadomości. I co? Niby nic, taki człowiek ma nieco spokojniejsze życie - ale tylko dlatego, że większość wydarzeń go po prostu omija… Czy chcesz być osobą, która o niczym nie wie - tylko dlatego, że łatwo Cię zdenerwować?

Oczywiście, wiem, co by mi powiedział psycholog: to kwestia temperamentu. Jasne, masz rację Psychologu. Jedni są bardziej skłonni do agresji, inni (np. ja) do ucieczki. Jednak fakt jest faktem: sytuacje, które powodują Twój stres, niezależnie od Twojej na niego reakcji, nie są dla Ciebie pozytywne. Teraz pytanie…

Co można z tym zrobić?

Odpowiedź kryje się w jednej mądrej nazwie (w filtrach percepcyjnych), i jednym kawale:

Turysta w Nowym Jorku, chcąc odwiedzić jeden z najbardziej znanych punktów w mieście, jednak nie mogąc go znaleźć na mapie, zaczepił jednego z wielu street-performerów, gitarzystę. Wykorzystał moment, kiedy ten akurat nic nie grał, no i zadaje pytanie:
- Przepraszam bardzo, jak mogę się dostać do Carnegie Hall?
- Ćwicząc, ćwicząc, i jeszcze raz ćwicząc…

Tak więc, zacznijmy od początku: filtry percepcyjne. Zgodzisz się ze mną na pewno, że wszystko na świecie dzieje się z jakiegoś powodu, z jakiejś przyczyny? Nie, nie chodzi mi tutaj o Sekret, Prawo Przyciągania, tak popularne w niektórych kręgach, tylko o zwyczajną zależność przyczynowo-skutkową. Śnieg pada ponieważ są do tego odpowiednie warunki atmosferyczne. Pirat drogowy traci prawo jazdy ponieważ wielokrotnie i uporczywie ignoruje i przekracza przepisy kodeksu drogowego, który zaakceptował podchodząc do egzaminu. Ludzie nie chodzą do wyborów ponieważ nie wierzą, że ich głos w znaczący sposób zmieni ich sytuację. I tak dalej.
Mam nadzieję, że zgodzisz się ze mną również, że dla Ciebie Twoje sprawy są najważniejsze. Tą gorszą stroną medalu jest to, że dla innych osób ich sprawy będą najważniejsze. Dlatego też, od dzisiaj, masz zadanie domowe. Ilekroć poczujesz, że jakaś sytuacja, bądź zachowanie konkretnej osoby powoduje w Tobie napięcie, spięcie, stres jakikolwiek - zastanów się dobrze nad przyczyną, i znajdź kilka dobrych powodów, dlaczego tak się stało. Dlaczego ta osoba postąpiła w taki sposób? Czy jest możliwe, że miała naprawdę dobry powód, żeby postąpić wbrew Twoim oczekiwaniom?
Pomyśl: być może coś się stało? Być może zamiast krzyczeć, warto najpierw wyrazić szczere zainteresowanie, zaoferować najpierw swoją pomoc, spytać się, co możesz zrobić, żeby ta osoba poczuła się lepiej?

Z doświadczenia wiem, że jeśli ktoś po prostu wykazał się ignorancją, a Ty zamiast tę osobę okrzyczeć wyrazisz zmartwienie przyczyną takiego zachowania, zamiast skutkiem - poczucie absurdu sytuacji na bardzo długi czas wpłynie pozytywnie na tę osobę.

Z drugiej strony, lajf is brutal, i pomyśl, że czasem niestety rzeczywiście przyczyną zaniedbania będzie poważna sytuacja - a co, gdybyś stracił w takiej sytuacji nerwy? Nic nie wynagrodzi Ci utraty twarzy w takiej sytuacji.

Tak więc… Nie szukaj problemów tam, gdzie ich nie ma. Naprawdę. To niewarte Twojego wysiłku.

Adam Hepner

źródło: mentora.pl

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Łączna liczba wyświetleń